Cała Polska PISZE dzieciom
Ilość odsłon: 366
Średnia ocena: 3,75 (4)
bardzo słabe słabe średnie dobre bardzo dobre
Oceny moga wystawiać jedynie zalogowani użytkownicy serwisu.
Jeśli nie masz jeszcze konta, utwórz je tutaj
Poleć na GG Udostępnij na Facebooku

Bajka w odcinkach

Hej ho...Hej ho... W domu jest bosko 1
Hej ho...Hej ho... W domu jest bosko 2

Nasi partnerzy

Rozmaitości

zabuhaha

Hej ho...Hej ho... W domu jest bosko 1

 

-Czemu masz taką smutną minkę?

-Kto pyta?

- Nieważne kto pyta. „Kto pyta, nie błądzi”, a coś mi się wydaje, że ty pobłądziłeś.

- Kim jesteś? Nie bądź tchórzem. Wyjdź z ukrycia.

- Wyjdę, jak mi powiesz o powodzie twojego smutku. I zostaw już ten biedny kwiatek, oberwałeś mu już wszystkie płatki.

- Nieważne. To tylko głupi mlecz. Pełno ich tu rośnie wokoło.

- Oj, uważaj na słowa kolego! Kwiaty nie są głupie. Są żywą rośliną i tak jak wszystko co żywe, zasługują na szacunek. Wyobraź sobie, jakby wyglądały łąki, jakby każdy miał takie podejście do roślin jak ty? Nie byłoby w nich życia. Byłyby bardzo smutne – tak jak ty teraz. I nie tylko łąki by się smuciły, ale cały świat by posmutniał.

- Co ty za brednie opowiadasz? Kim jesteś?

- Jestem… Powiedzmy, że jestem twoim sumieniem.

- Kim?

- Sumieniem. To coś takiego, co mieszka wewnątrz ciebie i pozwala ci odróżniać, co jest dobre a co złe. Czy postępujesz właściwie, czy jesteś nie w porządku w stosunku do innych.

- Sumienie, tak?… To ty mówisz, czy ktoś właściwie postępuję, tak?

- No tak. Zgadza się.

- To może wyprowadź się ze mnie, a wprowadź się do moich rodziców, którzy na pewno nie postępują w porządku, nie chcąc się przenieść do innego, większego mieszkania.

- Nie do końca rozumiem o czym ty mówisz. Zacznij wszystko od początku i powoli.

- A co tu rozumieć? Mój kolega z klasy mieszka w wielkiem pałacu. Z czterema piętrami, ogrodem, placem zabaw w ogrodzie i basenem, i siłownią w piwnicy, i ma wielki pokój z konsolą play–station. Mało tego. Jego kucharka gotuje mu to, co on chce. Naleśniki z czekoladą i bitą śmietaną - na śniadanie. Na obiad - pizze albo hamburgery. Lodami z polewą może się objadać, a kolacji w ogóle nie musi jeść, bo nikt mu nie rozkazuje.

Robi co chce. Nikt go nie wygania sprzed komputera. Ja też tak bym chciał. Też chciałbym mieć taki dom.

- Oj, chłopcze! Jaki w Twojej głowie panuje bałagan. Wszystko Ci się poprzewracał do góry nogami.

- O czym ty znowu mówisz?

- O hierarchii wartości, to znaczy co jest ważne, a co ważniejsze.

To, że Twój kolega ma piękny dom, nie oznacza, że jest tam szczęśliwy, że to jest faktycznie dom z jego snów. Dom to nie tylko fundamenty, ale atmosfera panująca w środku. Zapewne rodzice twojego kolegi ciężko pracują, aby zarobić pieniądze na takie ekscesy, ale to się wiąże z tym, że pewnie na okrągło nie ma ich w domu. Starają się, jak mogą, aby zapewnić godne warunki i bezpieczeństwo, ciężko pracując, ale nie mają dla niego czasu. Myślisz, że twój kolega za nimi nie tęskni? On pewnie wolałby zjeść kotlet schabowy z ziemniakami przy rodzinnym stole, w gronie rodziny, a nie hambyrgery w samotności przed konsolą. A pewnie takich samotnych obiadów ma o wiele, wiele więcej. A twoi rodzice nie to, że nie chcą przeprowadzić się do pałacu, tylko po prostu nie mogą, bo zwyczajnie w świecie ich na to nie stać. Albo po prostu cieszą się tym, co mają. Ale to nie znaczy, że twój dom jest gorszy.

- No tak, tu masz rację, jego rodziców często nie ma w domu, ale i tak mu zazdroszczę.

-Zazdrość nie jest dobrą cechą – jest niebezpieczna, wywołuje przykre negatywne emocje. Chyba muszę ci opowiedzieć historię o pewnym bobrze.

Nie za górami, nie za lasami, tylko tutaj, nad tą rzeką, mieszkała sobie bobrza rodzina. Dwoje dorosłych bobrów – rodziców oraz ich dzieci, a mieli ich troje. Bobry, drogi kolego, są zwierzętami niezwykle pracowitymi. Niejeden człowiek mógłby czerpać od nich wzorce. Bobry każdy dzień zaczynały i kończyły pracą. Całą rodziną wybierały się rano do lasu i dzielnie ścinały drzewa po to, aby zbudować tamę i żeremia. Ścinały gałęzie drzew, układając je solennie jedna przy drugiej. Wszystkie dopasowania gałęzi były niezwykle przemyślane. Sterczące pionowo badyle stanowiły dodatkową ochronę przed intruzem. Trwało to gro czasu, zanim powstała solidna 2-metrowa konstrukcja, z wierzchu wyglądająca jak sterta porzucanych bez ładu i składu badyli, natomiast dzięki wzmocnieniu mułem i błotem, była niezwykle solidna. Po skończonej pracy bobry nie próżnowały i wciąż, wciąż pracowały. To wzmacniały ściany, to poszerzały wejście pod wodą, to powiększały liczbę pomieszczeń na dodatkowe zapasy. Och, długo by było mówić, jakie z tych bobrów skrupulatne pracusie. Posłuchaj tego drogi kolego: Opowiem ci radośnie jakich warunkach bóbr mały rośnie:

W letni dzionek o poranku

Bobrza rodzina po śniadanku

Wybrać się chciała do lasu, lecz nie po to, aby narobić tam robić hałasu.

Chcieli na obiad zrobić zbiory, uszykowali więc trzy wielkie wory,

Na łyko drzew i gałązki, takie bowiem lubią przekąski.

Przed wyjściem z żeremia gęsiego stanieli, czy oby niczego nie zapomnieli?

Kolejno wszyscy odliczyli, w swoich imionach się mylili.

Mama Muzia, córcia Buzia, synek Musio, drugi Kusio,

Buzio natomiast na imię ma tata i liczy sobie ze 4 lata.

Język plącze się i łamie. Wszystkim - tylko nie bobrzej mamie.

Bo mamy mają porządek w głowie, kto tego nie wie, niechaj się dowie.

Mamy o wszystkim pamiętają i o ważne sprawy solennie dbają.

Tata bóbr jako głowa rodziny, zwłaszcza, że dziś ma imieniny, w głowie ma dziś zamieszanie, bo zjadł ciężkostrawne śniadanie.

Prócz tego, do głowy mu wpadła wspaniała nowina, bowiem powiększy się wkrótce bobrza rodzina.

Wieść to cudowna, sami powiecie: Dziecię - największa radość na świecie.

Lecz gro roboty teraz ich czeka, podobnie jak przy narodzinach nowego człeka,

Pokoik dla maleństwa trzeba wybudować, co by w komfortowych warunkach go wychować.

Trzeba powiększyć liczbę pokoi… spokojnie nikt tego się nie boi.

Bobry to pracowita zwierzyna, każdy osobnik dzień od pracy zaczyna.

Pozazdrościć można im pracowitości, skrupulatności i pomysłowości.

Dla większego bezpieczeństwa, całej rodziny i nowego maleństwa,

Żeby do domu, nie wtargnął nikt nieproszony,

Bobrze dzieci i tata, przy pomocy żony,

Powbijać muszą więcej sterczących gałęzi,

Wspólna praca także wzmacnia bobrze więzi.

Trzy garści mułu i kupkę błota,

Trochę uklepać, ot cała robota.

Konstrukcja solidna i przemyślana,

Bóbr mistrzem budowli, proszę pana.

Stożkowata bobrów chatka.

Proces budowania - dla laika zagadka.

Lecz w bezpieczeństwa rodziny celu,

Bo ominąć przeszkody próbowało wielu

Nieprzyjaciół bobrów i wrogów rodziny,

Lecz chatka twarda niczym skamielimy.

Już mamy 2 metry wysokości.

Nie tylko dzieci, ale i gości

Pomieścimy teraz w naszym domu,

Lecz wejście nieznane byle komu

Pod wodą wrota do żeremia się znajdują

Troszeczkę gałązki w łapki tam kłują

I mokre futerko i ścieka woda,

Ot, już taka bobrza uroda,

Lecz aby nie było mokro oraz nieprzyjemnie,

mądre zwierzaki przedsionek mają - nienadaremnie

Tu się osuszyć można, no i zjeść śniadanie,

Lecz niezaścielone do snu tu posłanie.

Do błogiego odpoczynku sypialnia im służy

Tam może się ułożyć, kogo sen znuży.

Przy okazji żeremia powiększania,

Dorzucić można nową warstwę, tę od ocieplania.

Co by w zimie bobrzej rodzinie

Futerka nie pozamarzały,

jeden do drugiego będą się przytulały.

Bo bobry czułe są, troskliwe i kochające, do siebie słodko się tulące,

Widok to słodki niczym wielkanocne czekoladowe zające.

Ale któregoś nieszczęśliwego dnia jeden z małych Boberków rozciął sobie o szklaną butelkę łapkę. Bardzo przez tę ludzką nierozsądność cierpiał, więc i pracować nie mógł. I siedział na brzegu rzeki, przyglądał się pracującej rodzinie. Pewnego dnia podleciała do niego sroka. I mówi:

- Popatrz, jakie te bobry dziwne, po co one tyle pracują? Nie mogłyby posiedzieć tak jak ty i poodpoczywać sobie na słońcu?

Mały Boberek wzruszył ramionami. Sroka odleciała, a on postanowił wybrać się na spacer po lesie. Nie uszedł dalej niż 3 kroki, jak spostrzegł wygrzewającą się na liściu lilii wodnej żabę.

- Co robisz żabo?- zapytał.

- Jak to co? Czekam na obiad, aż jakaś mucha będzie chciała wlecieć mi do brzucha.

Mały bóbr uśmiechnął się i poszedł dalej. Za drzewem zobaczył zerkającą wiewiórkę.

- Witaj Ruda Kito! - zawołał. - Jakie wieści wiatr niesie w tymże lesie?

-Żadne wieści, Boberku. W dziupli sobie siedzę, orzechy przez zęby cedzę. Nudzi mi się troszkę, może odwiedzę dziś kokoszkę.

- W takim razie - niech ci świeci słoneczko, Ruda Kiteczko!

I poczłapał bóbr dalej. Człap człap... myśląc i zastanawiając się: Po co moja rodzina tak pracuje i pracuje. Faktycznie, lepiej sobie tak pospacerować, pocieszyć się słońcem, ponudzić się. A tu tylko praca praca i praca… Mamrotał tak sobie bóbr pod nosem i nawet nie zauważył, jak wpadł do nory lisa.

- Ach! Co to za przytulne mieszkanko?

- Witaj, bobrze? Czy masz się dobrze?

-Ojej! Niech pan nie robi mi krzywdy, panie lisie. Trochę droga pomyliła mi się.

- Spokojnie, Boberku, jestem po śniadaniu, bardziej teraz myślę o drzemaniu…niż ciebie chrupaniu.

- Panie lisie! Bardzo ładnie pan mieszka. Czy to tylko pańskie posiadłości? Czy kogoś poza własną sobą pan tu gości?

- Mieszkam tu z rodziną całą, a ci powiem, że mam ją niemałą.

- Bo ja takie myśli dopuszczam do mej głowy, jak tu odnaleźć domek odlotowy. Przy którym za dużo robić nie trzeba będzie, oprócz wylegiwania się, niczym kury na grzędzie. Po co moja rodzina tak ciężko pracuje? Takie piękne słońce marnuje. Taka właśnie norka, panie rudy lisie, i mieszkanie w ziemi marzy dzisiaj mi się.

-Pewnie, że lepiej zamieszkać w norze! Każdy spróbować przecież może!

- W takim razie idę zanieść wieści, że w norze bobrza rodzina spokojnie się pomieści.

Bóbr wrócił do rodziny. I przedstawił im swoją propozycję przeprowadzki do nory. I perspektywy bezczynnego wylegiwania się na trawie.

Tata bóbr załamał ręce i ciężko westchnął.

-Oj, synu, synu. Każde zwierze jest inne i ma inne potrzeby i żyje w takim miejscu, jakie najbardziej odpowiada jego potrzebom...

Tata mówił dalej, próbował wyjaśnić, wybić głowy, ale mały boberrk nie słuchał, tylko wziął 2 gałązki olchy i czym prędzej poszedł wykopać sobie norkę. Niestety, nie mógł sobie sam poradzić, więc poprosił o pomoc najlepszego wśród kopaczy – kreta.

 

Komentarze

Brak komentarzy

Aby dodać komentarz musisz się zalogować. Jeśli nie masz jeszcze konta, utwórz je tutaj

Cała Polska PISZE dzieciom