|
PARAGRAF 1
Frank Żaba Biegająca ciągle zastanawiał się nad swoim nowym pomysłem na biznes. Ostatnio sprawy nie szły zbyt dobrze. Jego projekt programu lojalnościowego dla sieci restauracji „Mucha nie siada” nie przyjął się najlepiej. Koniecznie musi coś wymyślić, bo limit porażek biznesowych został już wyczerpany na najbliższe kilka lat. Zapatrzył się w okno. Okropna słoneczna pogoda szybko wysusza skórę, a noszenie specjalnego płaszcza wodnego nie jest wygodne. „Mam nadzieję, że wkrótce spadnie deszcz” – pomyślał. Jednak mimo wszystko był zadowolony. Zwłaszcza ze swojego mieszkania, dobrze ocienionego, odpowiednio wilgotnego. Widok miał wspaniały. Przed nim roztaczał się Staw, w którym się wychował, dorastał, w którym też poznał swoją pierwszą dziewczynę.
Żył sam, ale nie samotnie. Plany, w które ciągle się angażował odciągały go od myśli o stabilizacji i poświęcenia się rodzinie. Właściwie to taka sytuacja bardzo go satysfakcjonowała. Niedzielne obiadki u mamy, brak zobowiązań, życie singla miało swoje zalety. Nie był typem amanta, ale od czasu do czasu udawało mu się z kimś umówić. Z nikim nie wiązał się na stałe. Zawsze, kiedy znajomość przeradzała się w coś więcej i rokowała na dłuższy związek, wkraczała jego matka. Miała swoje wyobrażenie idealnej partnerki dla syna. Niestety, jak do tej pory żadna z jego dotychczasowych sympatii nie przypadła do jej gustu. Może Lucy spodoba się mamie - pomyślał. Dzień dopiero się zaczynał więc odrzucił szybko rozważania na temat swojego prywatnego życia. Najpierw obowiązki. Zaczął się pakować.
Przejrzał raz jeszcze zawartość nesesera. Laptop, notatnik, chusteczki nawilżające, krople do oczu. O czymś zapomniał. Kanapka. Ciągle zapominał o przygotowaniu sobie czegoś do jedzenia. Urok kawalerskiego życia. Poszedł do kuchni i zrobił dwie kanapki. Zapakował je i już miał wychodzić, ale dotarł do niego jakiś hałas. Jakieś ciężkie sapanie, jak z popsutej maszyny parowej. „Oby to nie mój błotny bojler, bo znowu będę musiał korzystać z łazienki rodziców” – zmartwił się. Na wszelki wypadek wszedł do łazienki, ale nic nie wskazywało na awarię bojlera błotnego. Hałas dobiegał z klatki schodowej. Natarczywy i irytujący dzwonek do drzwi oznaczał gościa. „Tylko nie teraz” – jęknął Frank. Przez chwilę zastanawiał się czy nie wyjść chyłkiem przez okno, jednak zaniechał tego zamiaru. Przypomniał sobie, że mieszka na czwartym piętrze. Wyjrzał przez wizjer i w tym samym czasie dzwonek zadzwonił po raz drugi,wdzierając się gwałtownie w ciszę. Poirytowany Frank Żaba gwałtownie otworzył drzwi.
- Dzień dobry, polecony do pana – tubalnym głosem oznajmił zasapany Albert Ślimak Przydrożny, przedstawiciel monopolistycznej firmy pocztowej Poczta Ślimacza.
- Proszę tu pokwitować - Ślimak podał Frankowi formularz i pisak. Żaba odszukał swoje dane na dokumencie, podpisał i oddał listonoszowi. Albert przestępując z nogi na nogę nieśmiało zapytał, prezentując wymuszony uśmiech. - Szanowny pan życzy sobie jakieś usługi? Mamy szeroki wachlarz możliwości, oprócz usług pocztowych, np. catering, sprzątanie, opieka nad dziećmi - szybko wyrecytował wyuczoną formułkę handlową. - Ceny bardzo konkurencyjne, wiarygodna firma. Uśmiech nie schodził z twarzy Alberta.
- Nie, nie. Dziękuję - odpowiedział szybko Frank w oczekiwaniu na wyjście listonosza. Nie chciał spóźnić się na spotkanie.
- Gdyby jednak szanowny pan życzył sobie skorzystać z naszych usług zostawię wizytówkę. - Sięgnął do torby w poszukiwaniu kartonika z adresem firmy.
- Nie trzeba. Znam adres, każde dziecko zna spółkę Poczta Ślimacza - swoją drogą nie wiem jakim cudem utrzymujecie się na rynku z tak wysokimi cenami - pomyślał.
- Tak, oczywiście, szanowny pan ma rację, ale na wizytówce jest też adres naszej nowej strony internetowej. Tworzymy swoją społeczność internetową i zachęcamy wszystkich klientów do zapisania się do niej - uśmiech Alberta wyrażał pełen entuzjazm.
- Dobrze, proszę zostawić wizytówkę, na pewno się zapiszę - Frank obiecałby teraz wszystko, byleby ten Ślimak wreszcie sobie poszedł.
- Jeszcze jedno - Albert niezmordowanie realizował swoje handlowe show - jak szanowny pan będzie się zapisywał, to tam jest taka rubryka, w której trzeba napisać kto pana zaprosił do naszej społeczności. Proszę tam wpisać moje nazwisko; Albert Ślimak Przydrożny. - rozpromienił się Albert.
- Tak, na sto procent napiszę, a teraz jeśli pan pozwoli, muszę przygotować się do wyjścia. - Jak pragnę błota, czy on kiedyś stąd wreszcie wyjdzie? - Frank zaczął się coraz bardziej niecierpliwić
- Oczywiście, nie przeszkadzam, polecam także nasze usługi przewozu osób, mogę zamówić panu transport. - Albert sięgnął do torby w poszukiwaniu właściwej ulotki.
Frank ze zdenerwowania zaczął się pocić. - To chyba jakiś koszmar. - Nic nie mówiąc podszedł do stołu otworzył neseser, wrzucił otrzymany list i z irytacją zamknął go z hukiem. Jeden zatrzask nie zaskoczył. - Cholera jasna. - Ponowna próba, trzask zamykanego nesesera i zatrzask odłamał się. Frank na chwilę znieruchomiał. Popatrzył na niedomknięty z jednej strony neseser. Szybko się opanował, wziął neseser pod pachę i energicznie przemierzając pokój w kierunku drzwi szczeknął do uśmiechniętego współczująco Alberta - Idziemy.
Zamykając drzwi od zewnątrz usłyszał za swoimi plecami - Mamy też usługi naprawcze.
Frank biegiem opuścił budynek.
|