|
- Ale.. – waha się Amelka – na zawsze?
- No coś ty, mała – chłopiec wyciąga rękę i uspokajającym gestem gładzi ją po lśniącej główce. – Rano wrócimy. Tutaj niedaleko - pamiętasz, byliśmy tam pierwszego popołudnia po przyjeździe - zaczyna się ten mały szlak, który kończy się na śmiesznej polanie z szałasem. Przenocujemy tam i jutro wrócimy. Może szukając nas, rodzice zrozumieją wreszcie, jak niemądrze postępują.
- Ale jak tam trafimy? – ze strachem pyta Amelka. – Przecież jest już całkiem ciemno.
- Nie bój się, mamy moją latarkę. – chłopiec wskazuje na przyczepiony do paska mały reflektorek – A tutaj – chwilę szpera w kieszeniach dżinsów – są zapasowe baterie.
- To chodźmy – Amelka podnosi się i otrzepuje z trawy zieloną spódniczkę i rudy sweterek. – Chodźmy szybko, zanim naprawdę zacznę się bać.
- Jesteś bardzo dzielna! – chwali ją brat. – Jesteś tak dzielna jak chłopak.
- Ojej, naprawdę? – cieszy się dziewczynka.
- Naprawdę. Ale teraz idziemy, bo a nuż skończą się kłócić i odkryją naszą ucieczkę, zanim zdążymy się dostatecznie oddalić.
Dzieci biorą się za ręce i leciutko poszczękując zębami – oczywiście z zimna, nie ze strachu! – biegną w stronę furtki. Furtka lekko skrzypi, ale przecież nikt z domu nie może tego usłyszeć. Kacperek i Amelka starannie zamykają ją za sobą i ostrożnie przebiegają na drugą stronę drogi. Przez chwilę wędrują poboczem w niemal całkowitej ciemności, którą tylko nieznacznie rozprasza słabe światło latarni z rzadka rozstawionych wzdłuż ulicy. Jest zupełnie pusto i cicho. Nie przejeżdża żaden samochód, nie słychać szczekania psów, ani szmeru strumyka, ani brzęczenia owadów.
- Kacperku – szepcze Amelka – dlaczego jest tak cicho? Czy to nie dziwne?
- Wszystko w porządku, siostrzyczko – zapewnia chłopiec. – Po prostu ze zdenerwowania tak głośno biją nam serca, że już nic innego do nas nie dociera. Ale zaraz zaświecę latarkę i na pewno poczujemy się bezpieczniej.
- To dobrze, – wzdycha dziewczynka – bo chyba wcale nie jestem taka odważna jak myślałeś.
- Jeśli chcesz, możemy wrócić – ostrożnie proponuje Kacper, chociaż ma nadzieję, że siostra jednak nie okaże się małym tchórzem.
- No coś ty! – woła Amelka – Plan to plan i trzeba go zrealizować. Boję się, ale nie jestem mazgajem!
- Zuch z ciebie, Amelko! – chwali chłopiec i włącza latarkę.
Kiedy snop jasnego światła pada na drogę przed dziećmi, świat znowu zdaje się być przyjaznym miejscem, milej i raźniej jest też wędrować. Wkrótce Kacperek odnajduje ścieżkę prowadzącą ku polanie z szałasem i dzieci z wolna oddalają się od szosy i od domu. Noc jest piękna. Na czystym niebie, jak tysiące migotliwych źrenic dobrych duszków strzegących gór, lśnią gwiazdy, a ponad trawami po obu stronach dróżki unoszą się chmary malutkich owadów o połyskliwych skrzydełkach.
- Zobacz, Kacperku, to świetliki! – zachwyca się Amelka.
Drzewa szumią łagodnie i dzieci już się nie boją. Wiatr jest ciepły i pachnie żywicą, górskimi ziołami i jeszcze czymś bardzo delikatnym, a nieuchwytnym. W oddali słychać pluskanie potoku na wygładzonych kamieniach, a tuż obok, całkiem bliziutko, niemal nad głowami dzieci, rozlega się raz po raz śliczne terlikanie jakiegoś nocnego ptaszka.
Idą i idą, ale polana z szałasem wciąż się nie pojawia i Amelce przychodzi do głowy straszna myśl, że może zabłądzili, że to całkiem inny, nieznany szlak. I co teraz będzie? Z każdą upływającą minutą dziewczynka boi się coraz bardziej, ale nic nie mówi, nie chce denerwować braciszka, który wędruje cichy, w skupieniu zapatrzony w snop światła wskazujący im drogę. W końcu chłopiec przerywa milczenie:
- Nie chciałabyś chwilę odpocząć? – pyta, a Amelka oddycha z ulgą. Może odsapną trochę i wrócą do domu, myśli. A jeśli nie, to Kacper na pewno znajdzie jakieś rozwiązanie. Może ten szałas jest już za następnym zakrętem. Nie trzeba się martwić, przekonuje samą siebie i odpowiada:
- Tak, przysiądźmy na minutkę pod tym wielkim drzewem.
Dzieci układają się wygodnie u stóp rozłożystego buku, opierają plecami o gościnny pień i już po chwili, ukołysane słodką muzyką lasu, zasypiają mocnym, spokojnym snem.
|