|
Pierwsza budzi się Amelka, przeciąga się rozkosznie i zaraz mocno, obiema rączkami przeciera oczy, bo kiedy jej wzrok pada na ścieżkę, natychmiast traci pewność, że się obudziła. Mruga i mruga powiekami, ale obraz nie znika. Przed dziećmi, w kręgu srebrzystego światła stoi... Nie, nie, to przecież niemożliwe, myśli dziewczynka. Odwraca głowę ku śpiącemu smacznie Kacperkowi i pochylając się nad nim, szepcze mu do ucha:
- Obudź się, braciszku, proszę cię, obudź się natychmiast!
- Co się dzieje? Czy to już rano? Gdzie ja jestem? - chłopiec z trudem opuszcza labirynty snów i zdumiony widzi siostrę z otwartą buzią wpatrującą się w dróżkę. Podąża śladem jej spojrzenia i po chwili sam zastyga z rozchylonymi ustami. Bo na ścieżce, w świetlistej poświacie, taki sam, jakim zobaczyła go Amelka, stoi..
Błękitek, myślą dzieci. Tylko takie imię może nosić. Bo jakież inne? Jasny jest, jaśniutki. Niebieściutki. Ale nie jak niebo. I nie jak morze. Chyba jak niebo i morze zarazem. Jak oczy taty i jak letnia sukienka mamusi. Z domieszką szafiru gór. I turkusu wodospadów. I śnieżnej bieli. Niebieściutki. Błękitny. Najbardziej błękitny z błękitnych. Błękitek. Musi tak być i już.
- A..amelko – po długiej, długiej chwili odzywa się Kacper. – Czy ty też go widzisz? Czy to, czy to naprawdę jest..
- Widzę – szepcze dziewczynka – I to jest, chociaż nie wiem, jak to możliwe, ale to nie sen, bo oboje nie mamy tego samego snu, to jest... jednorożec.
Ostatnie słowo wypowiada - sama nie wie skąd nagle ma tyle odwagi! – głośno. Wtedy jednorożec, który zdawał się czekać, aż dzieci wypowiedzą jego imię, podchodzi do nich zupełnie blisko i skłoniwszy dostojną głowę, przemawia – a żadne z rodzeństwa nawet przez moment nie dziwi się, że rozumie jego mowę – głosem łagodnym i czystym jak woda wypływająca ze źródła w samym sercu gór.
- Witajcie, dzieci! Jak słusznie zgadujecie, jestem jednorożcem. Zwą mnie Akwamarynowy Lichtarz. W moim kraju, Kandelabrii, rozciągającym się tuż za Zwrotnikiem Jednorożca, którego linia biegnie od pnia zacnego buku użyczającego wam oto schronienia aż do stóp najwyższej z tych gór.. W moim kraju od roku panuje cień i smutek, który pogłębia się z każdym dniem. Aby ratować go przed pogrążeniem się w nieprzeniknionym mroku, przybyłem tutaj szukać dzieci czystego serca. Pan Kandelabrii, umiłowany król Kandelabr, w mądrości swej przepowiedział, że tylko ludzkie dziecko ocalić może naszą zgnębioną krainę. Skoro to właśnie was spotkałem u jej progu, na granicy mego i waszego świata, na samym Zwrotniku Jednorożca, czy zechcecie pójść ze mną i udzielić nam swej pomocy?
Jednorożec wpatrzył się w twarze dzieci z nadzieją i oczekiwaniem. Dzieci spoglądają na niego z zachwytem i z lękiem. Myślą o tym, co usłyszały. Myślą o dziecku czystego serca, którego szuka to szlachetne zwierzę, a one przecież właśnie tego wieczoru uciekły rodzicom.
Czy tak postępują ludzie czystego serca? Na pewno nie. Kacperek i Amelka patrzą na siebie i już wiedzą, że zanim pójdą za jednorożcem, muszą opowiedzieć mu, co zrobiły. Może się nie przydadzą, może kiedy usłyszy prawdę, zechce znaleźć inne dzieci.
- Nie wiem, czy możemy ci pomóc – odzywa się wreszcie Amelka. – Musimy ci coś wyznać. To nie będzie miłe i sam musisz ocenić, czy...
- Nie bójcie się – łagodnie przerywa jej Akwamarynowy Lichtarz – ja wiem o wszystkim. Ale rzeczywiście, nie moglibyście mi pomóc, gdybyście próbowali zataić przede mną waszą wyprawę. Ale teraz wiem, że to właśnie was szukałem! I możecie nazywać mnie Błękitek, tak jak pomyśleliście, gdy się wam ukazałem. A teraz chodźmy, nie mamy czasu do stracenia!
Dzieci podnoszą się, wygładzają ubrania i posłusznie podążają za swym przewodnikiem.
- Nie powiedziałeś nam jeszcze, co mielibyśmy zrobić dla twej krainy – nieśmiało zauważyła Amelka.
- O wszystkim opowiem wam podczas wędrówki przez sady Kandelabrii.
- A czy długo będziemy do niej iść? – chce wiedzieć Kacperek.
- Za chwilę tam będziemy. – przekornie rży Błękitek. W tym rżeniu skrzą się wesołe nutki i zdumione dzieci rozpoznają w nim śmiech.
- Jak to możliwe? – dopytuje się chłopiec – Pamiętam, jak mówiłeś, że znajdujemy się na samej granicy, na samym zwrotniku, ale wydawało mi się, że tam dalej jest tylko polana z małym szałasem...
- Ta polana jest dla ludzi, a dla zwierząt jest już Kandelabria.
- I kiedy tam dotrzemy będziemy rozumieli mowę wszystkich zwierząt?
- Tak samo jak moją – zapewnia jednorożec.
- To cudowne! Jak w baśniach! – cieszy się Kacper, a Amelka zastanawia się głośno:
- W opowieściach o jednorożcach te stworzenia są białe, a ty jesteś inny. Dlaczego? Czy w twoim kraju żyją właśnie takie jak ty, niebieściutkie tylko, a białych nie ma wcale?
Błękitek znowu zarżał i żadne z dzieci nie ma wątpliwości, że ich nowy przyjaciel się śmieje.
|