|
Nagle do uszu wędrowców dobiega bowiem echo kłótni prowadzonej przez właścicieli bardzo, ale to bardzo grubych głosów.
- Oddaj, to moje! – słyszą – Moje zabrałeś, kiedy poszedłem przywitać się z jeżykiem! Miałem więcej miodu w baryłeczce! Ta jest twoja, ta z wyjedzonym miodkiem!
- A właśnie, że nie! Ty kłamczuchu! Ty łakomczuchu! Te twoje podstępy! Nic nie dostaniesz! Figę z gruszką! – awanturuje się drugi głos.
I tak dalej i dalej, wciąż to samo.
Amelka przez jakiś czas przysłuchuje się w milczeniu, lekko nawet rozbawiona, ale znienacka poderwana jakąś myślą, patrzy w niebo, na którym, o nie, nie, nie!..
- Och nie! Zobaczcie! – gwałtowanie pokazuje na horyzont.
Kacperek i jednorożec spoglądają i przerażeni obserwują, jak brzegi świeżo odzyskanej jasności rozpływają się i jak pochłania je cień.
- Ratunku! – krzyczy Błękitek. – Amelko, zrób coś, zrób coś!
- Czy to misie Kinkietki? – pyta tylko dziewczynka, choć sama już się domyśliła, bo któżby inny wykłócał się o miód?
- Tak, to one – jednorożec niespokojnie potrząsa głową.
- Biegnijmy do nich, szybko! Trzeba im przeszkodzić, powstrzymać je! Niech się nie spierają, niech na siebie nie wrzeszczą! – woła Amelka i już wszyscy pędzą w kierunku wzmagających się odgłosów sprzeczki.
Na szczęście nie muszą biec daleko, bo już po kilku chwilach wpadają na małą polankę, na której nie widać wcale zwierząt, tylko jakieś wirujące, skotłowane futrzaste kule miotają się od drzewa do drzewa i uderzają w pień z takim łoskotem, że, o tak!, strącają całe mnóstwo żarówek, które gasną w wysokiej trawie. W tej trawie przycupnęły też małe jeżyki, wyraźnie wystraszone, że kiedy tylko się poruszą, zostaną staranowane przez walczące niedźwiedzie. Jeżykom żarzą się noski, i tylko dlatego dzieci i Błękitek od razu je dostrzegają. Kacperek biegnie je uspokoić, a Amelka z jednorożcem spieszą rozdzielić niemądre Kinkietki.
- Przestańcie! – krzyczy dziewczynka – Och, uspokójcie się wreszcie!
W tym samym czasie Błękitek rży wojowniczo i próbuje szturchnąć rogiem futrzasty kłąb turlający się we wszystkie strony.
- Co się dzieje, kto tu jest? – rozlega się pytanie i skłębiona masa zatrzymuje się nagle tuż przed Amelką i Błękitkiem.
- Ach, to nasz Akwamarynowy Lichtarz! I dzieci, po które podobno posłał król. – odpowiada drugi głos i wreszcie oczom wędrowców ukazują się zmierzwione i potargane niedźwiadki.
- Witajcie! – mówi Amelka – Dziękujemy za wspaniałą gościnę. Potraw, które przygotowaliście dla nas było jednak dosyć, abyście sami mogli się posilić i teraz nie kłócić o kapkę miodu! Awanturujecie się tak, że cały sad was słyszy!
- Ale to tylko takie zabawy, to nie było na poważnie – próbują usprawiedliwić się winowajcy.
- One zawsze tak robią! – cichutko dodaje jeżyk, który wraz z Kacperkiem pojawił się obok misiów.
- Zabawy! – dziewczynce ze zdumienia oczy otwierają się szeroko, tak szeroko, że przypominają teraz dwa zielone talerzyki – Bardzo brzydkie zabawy! Zaraz wam pokażę jak powinnyście się bawić!
- Naprawdę? – cieszą się Kinkietki – Nauczysz nas nowej gry?
- Tak, i to już, bo spieszymy się do zamku. Powiem wam tylko, że ta zabawa sprawi, iż będzie jaśniej na dworze.
- A będzie wesoło? – chcą wiedzieć.
- Będzie bardzo wesoło i radośnie – zapewniają dzieci.
- To może i my przyłączymy się do was? – nieśmiało pytają jeżyki.
- Oczywiście, ale w stosownej odległości od Kinkietków, bo mogłyby was nie zauważyć w tańcu.
- W tańcu? – dziwią się zwierzęta - A co to takiego?
- Tak się nazywa nowa zabawa. – wyjaśnia Amelka – A teraz patrzcie na nas uważnie i róbcie to samo, co my. Ty też Błękitku, spróbuj, chociaż na razie bez pary. – dziewczynka z uśmiechem zwraca się do jednorożca i macha rączką do brata – Chodź, Kacperku, czas na bal!
Dzieci ustawiają się w tanecznej pozie, chwytają za ręce i ruszają w tan. Amelka dyryguje:
- Lewa, prawa, w przód i w tył, prawa, lewa, w tył i w przód, pięknie, znakomicie! – śmieje się zachwycona patrząc na mozolne podrygiwanie misiów i samotne pląsy jednorożca.
- A teraz obrót - proponuje Kacper, a wtedy nagle łupss, misie padają na ziemię!
- Co się stało? – dzieci są trochę wystraszone, chociaż nie potrafią powstrzymać chichotu, tak komicznie to wygląda. A tu jeszcze jeżyki piszczą, a Błękitek rży, aż echo dzwoni.
- Nasze łapy, nasze łapy! – skarżą się Kinkietki.
- Co z nimi? – pyta Kacper, przyklękając obok nieszczęsnych zwierzaków.
- Nie możemy ich rozłączyć. To chyba ten miód!
- Oho! – zaśmiewa się Amelka - Łakomstwo zostało ukarane. Ale nie martwcie się, zaraz temu zaradzimy. Czy jest tu w okolicy jakiś strumień?
- O tam, za drzewami - pokazują noskami jeżyki.
- Błękitku, Kacperku – prosi dziewczynka – Pomóżcie wstać niedźwiedziom. Zaprowadzimy je do wody.
I oto, po niedługim czasie, ruszają do potoku, gdzie Kinkietki upierają się jednak, że same świetnie sobie poradzą. Ale już za chwilkę chłopiec i jednorożec muszą wskakiwać za nimi i wyciągać je z wody, bo próbując pozbyć się miodu, zbyt głęboko zanurzają łapki i plusk, lądują w wartkim nurcie.
Jakiż to jest ambaras z wyciąganiem ich na brzeg! A ile śmiechu przy tym, ile radości!
Amelka klaszcze w rączki i gromko wyśpiewuje:
Dwa Kinkietki przez dzień cały
Miód z baryłek wyjadały
Więc gdy razem tańcowały
Łapki im się posklejały
Kiedy je rozłączyć chciały
Do strumienia poczłapały
Lecz zbyt mocno się szarpały
Z piskiem w wodę powpadały
- O, jak ładnie, jak wesoło! – zachwycają się misie, otrzepując futro z wody.
- I zobaczcie, zobaczcie – wołają jeżyki - naprawdę jest jaśniej, na niebie są trzy chmurki i chyba nawet, tam wysoko, wysoko, nad drzewami błyszczy samotna gwiazdka.
Wszyscy podnoszą głowy i rzeczywiście, po ciemnym niebie płyną roziskrzone baranki, a ponad nimi mruga srebrne światełko. I dzieci mają pewność, że zaklęcie słabnie powolutku, ale nagle uświadamiają sobie, że znowu zamarudziły w drodze do króla.
- Kochane niedźwiadki, – mówi zatem Amelka – niestety, musimy pożegnać się z wami. Mamy nadzieję, że odtąd będziecie tańczyć, zamiast się spierać.
- Nie martw się, dobra dziewczynko! Zapamiętamy, czego nas nauczyłaś! Dziękujemy! – wołają Kinkietki – I powodzenia na zamku!
- Do widzenia! - piszczą jeżyki.
- Do zobaczenia! – odpowiadają dzieci i Błękitek, oddalając się szybkim krokiem. A za nimi długo jeszcze echo niesie radosne głosy niedźwiedzi, które najwyraźniej znów próbują tańczyć:
- Teraz lewa, o tak! Teraz w przód, ojej.. – i raz po raz ziemia drży od misiowych wywrotek.
|