|
Dzieci kiwają główkami i wszyscy troje ruszają w dalszą drogę. Idą pośród drzew, a rosnące na nich gęsto lśniące gruszki rozsiewają tak cudowną woń i jaśnieją tak delikatnym światłem, że Kacperkowi i Amelce łzy zalśniły w oczach. Muszą głęboko odetchnąć, aby się nie rozpłakać. Być może jednorożec wystraszyłby się ich łez. Wzruszone rozglądają się i nie mogą nadziwić stłumionemu, lecz dostrzegalnemu w każdym najmniejszym listku i cieniu, wciąż obecnemu i zapierającemu dech pięknu tej krainy. Powiał łagodny wietrzyk i z najbliższego drzewa, prosto pod ich stopy spadają dwie dojrzałe gruszki. Dzieci przykucnęły i nieśmiało pochylają się nad owocami. Leżą w miękkiej trawie i zdają się płonąć światłem tak kruchym, że gdy zbliżają do nich ręce, czują, jak od owoców płynie ku palcom delikatny podmuch, jak gdyby otarło się o nie jakieś aksamitne stworzonko. Zdumione i zachwycone zarazem, dzieci podnoszą głowy i napotykają spojrzenie Błękitka. Wydaje im się, że w jego oczach dostrzegają strach i nadzieję. Nadzieję, którą tylko one mogą spełnić. I po raz pierwszy w życiu czują, jak spada na nie ciężar odpowiedzialności za inne życie. Za los całej krainy. Teraz wszystko zależy od nich. Od ich czystego serca, któremu zaufał Błękitek.
- Nie martw się – prosi Amelka. – Wszystko będzie dobrze. Razem zaradzimy waszym kłopotom. Jakiekolwiek są.
Dzieci wstają znad owoców i wyciągają ramiona do jednorożca. Dotykają jego jedwabistej grzywy, głaszczą piękną głowę, a potem przytulają się mocno do jego boków. Czują jak drży i dopiero teraz rozumieją, jak bardzo jest smutny. Zaglądają mu w oczy, a Kacperek mówi:
- Chodź, pójdziemy na tę polanę i podzielisz się z nami tym, co cię trapi. Im szybciej usłyszymy, co tu się stało, tym szybciej będziemy mogli pomóc.
Błękitek rusza trochę raźniej, a Amelka widząc to woła:
- Zaśpiewam wam piosenkę. Właśnie ją ułożyłam. Może wreszcie na coś się przydadzą te jej rymowanki, myśli Kacper, gdy tymczasem siostrzyczka już wybija rytm rączkami, podskakuje przed samymi kopytkami jednorożca i wyśpiewuje:
W kraju jednorożców
Listki wszędzie złote
Miodem pachnie wietrzyk
I strumyk migoce
Bursztyn ptaszki sypią
Spod skrzydełek zwinnych
A sarenki spod kopytek
Krzeszą złotem płynnym
A Błękitek zatrzymuje się nagle i niemal radośnie przytupuje w takt w pachnących źdźbłach bujnej trawy.
- Jakie to śliczne, Amelko! – pokrzykuje – Jak ty to wspaniale zrobiłaś!
- Co zrobiłam? – ze śmiechem dziwi się dziewczynka i schwyciwszy braciszka za ręce wiruje z nim po dróżce w najwymyślniejszych tanecznych figurach. I nie przestaje śpiewać, wciąż od nowa powtarzając swoją piosenkę.
- No, jak to co? Śpiewasz tak pięknie i to, co teraz robicie też jest bardzo ładne. I jakoś mi lżej od tego, moje dobre dzieci, jakoś mi weselej.
- Właśnie po to, Błękitku, jest przecież śpiew i taniec, aby było radośniej i milej na świecie. Czy o tym nie wiedziałeś? – zdumiewa się Amelka i zatrzymuje się znienacka w pół ruchu.
- Może to dla was niepojęte, – zwierza się dzieciom zawstydzony jednorożec – ale w Kandelabrii nikt nie tańczy i nie śpiewa.
- Ależ to niemożliwe! – woła rodzeństwo.
- A jednak tak właśnie jest – potwierdza Błękitek, znów smutno kiwając jasną głową. – Ale musicie przecież rymować! – unosi się Amelka – Układacie wierszyki, czyż nie?!
- Układamy, ale służą nam tylko do mówienia, a najczęściej do deklamowania na corocznych turniejach.
Dziewczynka potrząsa główką z niedowierzaniem i bacznie rozgląda się wokół, bo kiedy tańczyła i radowała się z braciszkiem, wydawało jej się przez moment, że ponad drzewami niebo pojaśniało, zaróżowiło się z lekka, jak przed wschodem słońca, a gruszki na gałęziach rozjarzyły się intensywnym, złotym blaskiem i leciutko dzwoniły w rytm pląsów dzieci. Teraz jednak znów jest mroczno i smutno. Może więc to był tylko miraż? A jeśli nie? Amelka nie zna jeszcze historii tej krainy, ale kto wie, czy rozwiązanie kłopotów trapiących jej mieszkańców, nie kryje się w.. Nie, za wcześnie o tym myśleć, najpierw trzeba się wszystkiego dowiedzieć.
- To przykre, kochany przyjacielu, – zwraca się do Błękitka – bo jak mówi nasza mamusia, muzyka jest najlepszym lekarstwem na wszystkie zmartwienia. Może pomogłaby też rozjaśnić twój kraj. Spróbujemy coś poradzić na tę ciszę i cień, które tu wszędzie zalegają. A tymczasem nadeszła pora, byś wyjawił wreszcie, w jakim celu nas tu przywiodłeś.
|