|
- Tak, tak – wzdycha jednorożec – Nie zdołam uniknąć tej niewesołej opowieści. Ale oto, spójrzcie, jest polana, ku której zmierzaliśmy. Siądźmy tam pośrodku, na ławie pod gałęziami największej gruszy. Pod tym muślinowym obrusem powinien czekać na nas poczęstunek. Bo pewnie jesteście głodni?
Dopiero teraz dzieci czują, jak bardzo burczy im w brzuszkach. Nie jadły przecież od wielu godzin! Podchodzą więc do długiego stołu ustawionego tuż pod girlandą ogromnych gruszkowych lampionów i ciekawie zaglądają pod złociste nakrycia. A tam, co za cudeńka! Placuszki z gruszkami, rumiane ciasta, musy, galaretki i nawet cukierki, i jeszcze soki, i kompoty, i wiele, wiele innych łakoci.
- Czy na pewno, Błękitku, można częstować się tymi smakowitościami? – pyta Kacperek.
- Ależ oczywiście! – zapewnia jednorożec – To wszystko przygotowano specjalnie dla nas.
- Jak to możliwe? Czy ktoś wiedział, że będziemy tędy przechodzić? I kto to mógł być? – Amelka rozkoszuje się cudowną wonią potraw, ale nie może zrozumieć, skąd się tu wzięły.
- Usiądźmy i jedzmy, – zaprasza Błękitek - a ja wszystko wam wytłumaczę.
Nie minęła chwilka, a już wszyscy troje pałaszują, aż uszy im się trzęsą, a – choć to niegrzeczne, ale dzieci były naprawdę bardzo głodne i wyjątkowo można im to wybaczyć – odgłosy siorbania i mlaskania i oblizywania paluszków oraz tylko nieco cichsze rżenie i kląskanie niesie się po całej polanie.
- W Kandelabrii – opowiada Błękitek, gdy już sam się posilił, a dzieci wciąż nie były syte – od wielu wieków panuje zwyczaj rozstawiania w najjaśniejszych miejscach, stołów z posiłkiem dla strudzonych wędrowców. W każdym z sadów - a musicie wiedzieć, że jest ich całe mnóstwo, bo kraina nasza jest bardzo rozległa i bogata - potrawy przygotowują na zmianę wszystkie zamieszkujące je zwierzęta. Czynią to chętnie, bo dzięki temu nikt nie jest głodny i zawsze mamy doskonały pretekst, by odwiedzić przyjaciół z sąsiedniego, albo całkiem odległego sadu i porównać smak owoców oraz wypieków.
- Ojej, jakie to miłe! – zakrzyknęły dzieci.
- A kto przygotował nasz pyszny poczęstunek?- dopytuje się Kacperek.
- Misie Kinkietki i jeżyki Żaronoski – odpowiada jednorożec.
- Kinkietki! Żaronoski! Jakie to śliczne imiona!– klaszcze w dłonie zachwycona Amelka – Czy będziemy mogli się z nimi przywitać i podziękować za wspaniałą gościnę?
- Spotkamy je, jak sądzę w drodze do zamku – rzecze Błękitek, a dzieciom natychmiast przypomina się, że wciąż jeszcze nie wiedzą, po co tu przybyły.
- Dość tego! – odzywa się Kacper i odważnie spogląda jednorożcowi w oczy. – Jesteś najdzielniejszym i najbardziej mężnym ze wszystkich zwierząt, Błękitku, a widzę przecież, że boisz się powiedzieć nam o swoim strapieniu. Chcemy ci pomóc, powtarzamy to już chyba setny raz, więc mów natychmiast jakie nieszczęście na was spadło.
Jednorożec milczy przez chwilę, wzdycha boleśnie, a dzieci widzą, jak w jego oczach pojawiają się łzy. Jest taki kochany i taki bezbronny teraz, więc znów obejmują go ramionami i mocno, mocno, aby dodać mu otuchy, przytulają się do jego aksamitnych boków.
- Znów to robicie – szepcze Błękitek. – Znów tak mnie dotykacie i jest tak dobrze i lekko, jak wówczas, gdy tańczyliście i kiedy, Amelko, śpiewałaś.
- Przecież tylko cię przytulamy - zdumiewa się dziewczynka – To nic wielkiego.
- Mylisz się, moje dziecko, to coś bardzo wielkiego. To coś największego. To tak samo, jakbyście mówiły, że jesteście ze mną i nie zostawicie na pastwę smutku ani mnie, ani mojej Kandelabrii. To tak, jakbyście mówiły, że..., że mnie kochacie. – Jednorożec zadrżał, ale to było miłe drżenie. Dzieci czują, że to wyznanie było dla niego bardzo trudne i że jest niezwykle wzruszony. Robią więc to, co w tej sytuacji zrobić należało.
- Ależ my cię bardzo, bardzo kochamy! – zakrzyknęły.
- Naprawdę? – nieśmiało pyta Błękitek.
- Naprawdę – poważnie mówi Amelka i zaraz dodaje: - Nie rozumiem. Macie dobrego i mądrego króla, zwierzęta żyją w zgodzie, czy tak?
- Tak – skwapliwie potwierdza jednorożec.
- Ale nie tańczycie, nie śpiewacie, nie przytulacie się i nawet nie mówicie tego najważniejszego słowa? To skąd...
- Jakiego.. najważniejszego słowa? – przerywa jej Błękitek.
- Och, KOCHAM! To jest najważniejsze i najwspanialsze słowo. Przecież właśnie wtedy, gdy je od nas usłyszałeś, poczułeś się tak naprawdę przytulony. Wtedy zrobiło ci się ciepło i dobrze i na chwilę zapomniałeś o swoich kłopotach.
- I nie tylko to, Amelko – wtrącił się Kacperek – Kiedy tańczyłaś, kiedy śpiewałaś i kiedy obejmowaliśmy Błękitka niebo stało się jaśniejsze i gruszki nad nami rozjarzyły się i zaczęły tak przedziwnie dźwięczeć. I cienie zaczęły się rozpraszać.
- Widziałeś to? - dziewczynka aż buzię uchyliła w osłupieniu – Bo ja.. ja też to dostrzegłam, tylko myślałam, że to złudzenie.
- Ja chyba także pamiętam, że powietrze zmieniło barwę i pachniało jakoś inaczej. Ale czy to możliwe? Co to może oznaczać? – Błękitek był wyraźnie wystraszony.
- Nie opowiedziałeś nam swojej historii, kochany przyjacielu, - Amelka delikatnie pogładziła go po niebieskiej grzywie – a ja już chyba wiem, oboje z Kacperkiem domyślamy się, co się przydarzyło twojej krainie i jak ją ocalić.
- Wiecie? Ale skąd?! – jednorożec jest oszołomiony i znów zaczyna drżeć.
- Nie możemy jeszcze mieć pewności, ale wkrótce to sprawdzimy – tajemniczo oznajmia chłopiec.
- Zanim jednak rozpoczniemy nasze małe eksperymenty, - odzywa się Amelka - powiedz nam, czy wy tutaj, w Kandelabrii, kłócicie się często?
- Skąd! – protestuje Błękitek – Tylko czasami.
- A o co na przykład?
- No, o głupstwa. O miód, kto zrobił słodszy i w którym sadzie lepiej udały się zbiory, i który lis albo jednorożec ma bujniejszy ogon.
- Rzeczywiście, głupstwa. – przyznaje dziewczynka - A skąd wiecie, że jesteście komuś bliscy, że ktoś was lubi albo kocha?
- Odwiedzamy się częściej, rozmawiamy dłużej, biesiadujemy, razem wyprawiamy się w niezbadane jeszcze zakamarki sadów.
- A czy się śmiejecie?
- Nieczęsto. Odkąd królewna..
- O rety! – Amelka łapie się za głowę – Przepraszam cię, Błękitku, przepraszam. Ja tu przeprowadzam jakieś wymyślne śledztwa, a ty wciąż nam nie opowiedziałeś, co jest naszym zadaniem. I co sprawiło, że Kandelabria stała się tak ponurą krainą. Czy przyczyniła się do tego królewna? Dobrze zgaduję?
- Tak, chodzi o królewnę. O naszą dobrą i śliczną Solarnikę – jednorożec zaszurał kopytkami, potrząsnął świetlistą grzywą i zarżał tak żałośnie, że dzieciom łzy zakręciły się w oczach.
- Odwagi, Błękitku! – zachęca Kacperek – Mów, bo czas ucieka.
|