|
Jednorożec rży cichutko i potrząsa szlachetną głową. Dzieci milczą, ale wiedzą, co czuje. Wystarczy rozejrzeć się wokół. Trawy jaśnieją, gruszki dźwięczą, cienie ustępują, chmurki na niebie też są nieco większe.
- Och, Amelko, Kacperku, kochani przyjaciele – wzdycha Błękitek – gdyby tak nam się udało!
- Może wszystko się powiedzie! – pociesza chłopiec. – A czy daleko jeszcze do Gruszkowego Grodu?
- Trochę daleko, ale musimy dotrzeć tylko do Smoczego Dworu, starej karczmy na wzgórzu za sadami. Stamtąd pojedziecie na kucykach.
- A ty, Błękitku? Nie będziesz nam towarzyszył? – martwi się Amelka.
- Będę, oczywiście, że będę – uspokaja jednorożec – ale dzięki konikom podróż będzie krótsza i mniej uciążliwa dla was.
Dziewczynka chce jeszcze o coś zapytać, ale nagle tuż nad ich głowami rozlega się pohukiwanie, a zaraz potem płacz jakiegoś nocnego ptaka.
- Oho – mówi Błękitek – Kaganek znów nie chce spać.
- Kaganek? – dziwią się dzieci – A któż to taki?
- Podnieście głowy, a sami się przekonacie, huhu – dobiega z wysoka ponury głos.
Kacperek i Amelka zerkają w górę, a tam pomiędzy gruszkami, siedzi wielki puchacz o bursztynowych oczach i bieluteńkich piórkach.
- Jaki jesteś piękny, Kaganku! – zachwyca się dziewczynka
- Ja nie jestem Kagankiem. Jestem Plafon – puszy się ptak - Kaganek to mój niegrzeczny synek. Jest tu, w koszyku na gałęzi i nie daje ułożyć się do snu.
Spomiędzy owoców znów dobiega żałosne kwilenie – huhu – zawodzenie.
- A czy śpiewałeś mu kołysankę, Plafonie? – pyta Amelka.
- Nigdy! A czy to pomaga?
- Oczywiście. Chętnie bym cię o tym przekonała, ale nie wdrapię się do ciebie, to dla mnie za wysoko – martwi się dziewczynka.
- Poczekajcie – prosi puchacz – Zaraz do was sfrunę.
Po chwili, z głośnym furkotem skrzydeł, wielki ptak pojawia się u stóp drzewa. W dziobie trzyma złocisty koszyk, który ostrożnie stawia na ziemi.
- Próbuj swoich sił, dziewczynko – mówi z godnością i od razu widać, że nic a nic nie wierzy w moc kołysanki.
Amelka przyklęka obok koszyczka, zagląda ciekawie i aż rączki składa z podziwu. Widząc to, Kacperek pochyla się z drugiej strony i rzeczywiście, musi podzielić zachwyt siostrzyczki. Na jedwabnym posłaniu leży przed dziećmi złoty puszczyk, prawdziwy Kaganek. Tylko oczy ma smutne i tak żałośnie płacze.
- Cicho, malutki – szepcze Amelka – Zaśpiewam ci śliczną piosenkę i zaraz będziesz smacznie spał.
I oto sad wypełnia się jasnym jak dzwoneczek głosem dziewczynki:
Niech ci się przyśnią wysokie drzewa
W których o zmierzchu będziesz buszować
Braciom koncerty hu-hu pohukiwać
Lekko w graficie chmurek szybować
Chmurki smakują jak wata z cukru
Albo jak lody waniliowe
Miło budować w nich zamki z lukru
Aż słońce zalśni nad sadem gruszkowym
Śpij więc beztrosko ptaszku prześliczny
Piórkami otul główkę znużoną
Jutro znów wzbijesz się na wyżyny
W locie przemierzysz podniebny okrąg
Amelka kończy śpiewać, a wszyscy milczą zasłuchani w łagodne echo jej kołysanki. Wreszcie Plafon na paluszkach podchodzi do koszyka, patrzy i nagle rzuca się ściskać dziewczynkę.
- Dziękuję ci, Amelko – szepcze jej do ucha, a ona chichocze, bo piórka puchacza łaskoczą ją w policzki.
- Czy już uwierzyłeś? – pyta go po chwili.
- Oczywiście! – Plafon jak zahipnotyzowany wpatruje się w śpiącego spokojnie synka. – I już zawsze – obiecuje – będę mu śpiewać. Nie wiem tylko, dlaczego w tej piosence są chmurki i słońce, jeśli tak naprawdę nie ma ich tu od dawna.
- Istotnie – przyznaje dziewczynka - słońce jeszcze się nie pojawiło. Ale chmurek jest więcej z każdą piosenką i z każdym uśmiechem. Może niebawem ujrzysz też promienie słońca. No, przynajmniej zachód, bo kiedy znów nastaną jasne dni, ty pewnie będziesz wolał spać i czekać na gwiazdy.
- Wróci słońce? – nie dowierza puchacz – I gwiazdy? Są chmurki?
Patrzy w górę, a dzieci i jednorożec podążają za jego wzrokiem. I rzeczywiście, tak jak powiedziała Amelka, pojawiły się kolejne roziskrzone obłoczki. I niebo nie jest już tak szare. Zmieniło barwę wokół chmurek, opalizuje, mieni się wieloma odcieniami granatu.
- Musimy już iść, Plafonie! – jednorożec przerywa ciszę - Król pewnie zaczyna się niecierpliwić, a droga przed nami wciąż daleka.
- Będę o was myślał. – obiecuje puchacz – I uściskam od was Kaganka, gdy się zbudzi.
- Uściskaj koniecznie! – wołają dzieci i ruszają ku majaczącej na północy granicy sadu.
|