|
Nie upłynęło wiele minut, a już dzieci machają Latarkowi na pożegnanie. Właśnie wyjeżdżają z bramy Smoczego Dworu, niepewnie trzymając się na grzbietach kucyków. Błyskolotek i Jasnogrzywek pokrzykują do nich pokrzepiająco:
Amelko! Kacperku!
Chwyćcie nasze grzywy
Śmiało nas dosiądźcie
Nie bójcie się dzieci
Pobiegniemy daleko
Gdzie król dobrotliwy
Nad Gruszkowym Grodem
Jak latarnia świeci
Po chwili mkną już przez ocienione łąki, a rodzeństwo mocno trzyma się rozwianych kucykowych włosów. Nad nimi raz po raz zataczają koła wielkie jastrzębie: Lśniącypiór i Świeciskrzydłek. Widocznie czują, że mogą się przydać, myślą dzieci. Nagle jeden z nich obniża swój lot i zatrzymując się tuż nad głową Jasnogrzywka, coś do niego szepcze. Koniki gnają bardzo szybko i słowa jastrzębia rozpływają się w poświstach wiatru. Kiedy ptak odlatuje, Amelka pochylając się nisko, do ucha Jasnogrzywka, pyta nieśmiało, czy nie otrzymał czasem jakichś złych wieści.
- Nieeeee! – rży kucyk gromko – Przeciwnieeee, wszystko układa się pomyślnieeee. Żarówka już zebrała zwierzęta i jadą ku zamkowi, a jednorożec od godziny debatuje z królem. Srebrny Świecznik zaś prosił, by ci podziękować za wspaniałą kurację dla jego synka.
- O, to nic takiego! – dziewczynka przekrzykuje wiatr – Czy jeszcze daleko do wieży, koniku?
- Właśnie wyłania się przed nami – oświadcza Jasnogrzywek.
Dzieci wpatrują się w ciemność i rzeczywiście, na tle nieba majaczą kontury strzelistej wieży a tuż pod jedyną tutaj, srebrną chmurką, rysują się liny mostu. Po jego przeciwnej stronie wznosi się góra z pałacem królewny. Pałac jest tak jasny, że nawet stąd widać wyraźnie jego trzy wysokie baszty, ponad którymi raz po raz zapalają się pióropusze błyskawic. Amelka z przerażeniem spogląda na most. Przepaść pod nim jest tak głęboka, że nie widać nawet poświaty od rzeki płynącej dnem wąwozu.
- Chciałabym mieć to już za sobą – mówi dziewczynka, bo wie, że to właśnie ona musi przeprawić się na drugą stronę i porozmawiać z królewną. Kacperek, choć silniejszy i mądry, pewnie nawet nie chciałby rozmawiać z tą dziwną Solarniką.
- O, na pewno sobie poradzisz! – pociesza ją Jasnogrzywek, ale oto zbliżają się do bram wieży i trzeba się rozstać.
Dzieci zsiadają z grzbietów koników i mocno ściskają ich szyje, dziękując i żegnając się.
Wolno wspinają się po krętych schodach wiodących na szczyt wieży. Nie rozmawiają. Kacperek trzyma tylko rękę swojej siostrzyczki i boi się nie mniej, niż ona. Kiedy wychodzą na taras prowadzący do mostu, chłopiec zbiera całą odwagę i pyta:
- Co jej powiesz, Amelko?
- Nie wiem. Jeszcze nie wiem. – cicho wyznaje dziewczynka. – Bardziej się boję tego, że nie będę umiała z nią rozmawiać, niż mostu i przepaści. Ale ty, ty idź do króla, do Błękitka i innych zwierząt. Oni są w wieży, w komnacie, którą mijaliśmy. Będziesz mnie widział w zwierciadle. Dam sobie radę, muszę to zrobić! Ale będzie lepiej, gdy zostanę tu sama.
Kacperek przytula ją mocno i odchodzi bez słowa. Amelka oddycha głęboko i zaczyna iść w stronę mostu.
|