|
- Będę patrzyła przed siebie, nie w dół. – mówi sobie Amelka – Liny są grube, a ja jestem lekka. Królewna mnie nie zna, może mnie nie strąci.
Most jest długi i wąski, liny chwieją się i drżą pod każdym krokiem dziewczynki. Ale Amelka jest dzielna, odważnie podąża przed siebie. Jest już blisko drugiego brzegu, gdy nagle od silnego powiewu wiatru, a może od łoskotu gromów przetaczających się nad zamkiem królewny, noga zsuwa jej się ze śliskiego przęsła i.. Och, nic, nic, udało jej się zachować równowagę. Już jest na górze Solarniki, już wbiega po stopniach białego pałacu. Popycha ciężkie drzwi i śmiało przekracza próg zamku. Wnętrze jarzy się bladym światłem, jest zimne i puste. Amelka już chce wyruszyć na poszukiwanie królewny, ale nagle ją dostrzega. Wysoka i smukła, jak opisywał ją jednorożec, i taka piękna, taka złocista, siedzi na wielkim bursztynowym tronie i w milczeniu patrzy na dziewczynkę. Amelka podchodzi blisko i widzi zwierciadło złożone na kolanach Solarniki.
- Kim jesteś, dziecko? – pyta wreszcie królewna.
- Przychodzę ci pomóc, zdjąć czar z ciebie i twojej krainy – mówi Amelka.
- Jak chcesz to zrobić?
- Idąc do ciebie, królewno, zastanawiałam się, czym mogłabym cię przekonać, że źle oceniłaś swego ojca i swych poddanych, posądzając ich o zdradę. Jest tylko jeden sposób.
- Jaki? – Solarnika zdaje się być tak samo zmęczona działaniem czaru, jak mieszkańcy Kandelabrii. Amelka widzi, jak jej piękne oczy napełniają się łzami i sama chętnie by zapłakała.
- Popatrz tylko w zwierciadło, królewno – prosi łagodnie.
- Po co? Już wszystko widziałam. – wzdycha Solarnika.
- Jednego nie. Proszę cię, popatrz.
Królewna podnosi lustro, patrzy i widzi smutną twarz ojca, i jakiegoś małego chłopca zapłakanego i przerażonego, i wszystkie utracone, kochane zwierzęta. Nagle dostrzega, że oni także ją widzą, uśmiechają się do niej, machają dłońmi, łapkami i nawet kopytkami. To musi być podstęp, myśli Solarnika, ale wtedy ojciec, chłopczyk i wszystkie stworzenia wypowiadają do niej jakieś dziwne i piękne słowa.
- Kochamy cię! - wołają, a królewna wierzy, że to prawda
Zrywa się z tronu, pędzi do Amelki, podnosi ją, całuje i tuli, i śmieje się i tańczy. Amelka płacze z radości, wie, że czar prysnął. Pałac napełnia się cudowną muzyką i blaskiem. Solarnika z dziewczynką w ramionach podbiega do okna i obejmuje spojrzeniem piękny, zielony kraj, nad którym wschodzi słońce. A po moście – już nie linowym, lecz mocnym, marmurowym - biegną do niej wszyscy, którzy, ją kochają.
Już Amelka tańczy z królem Kandelabrem, który nie może się nią nacieszyć, i z Kacperkiem, i z Błękitkiem, i z kotkami. Ucztują potem długo, aż w końcu przez słoneczną krainę, w królewskim powozie dzieci jadą ku Zwrotnikowi Jednorożca i ku rodzicom, za którymi już bardzo, bardzo tęsknią. Razem z nimi podążają Latarek z Żarówką, którym mądry król powierzył zadanie pogodzenia zwierząt w naszym świecie.
I oto znowu dzieci siedzą przed domem i spoglądają na nocne niebo rozjarzone milionami gwiazd. Rodzice chyba wcale nie zauważyli ich nieobecności. Kacperek sprawdził. Śpią.
I tak kończy się nasza historia. Ale powiem wam w tajemnicy, że dzieci jeszcze wiele razy wracały do krainy ukochanego Błękitka. A tymczasem:
Kacperek i Amelka
Na ganeczku przysiedli
Z Żarówką i Latarkiem
Wielki świat podziwiali
A w pokoju rodzice
Śmieszną kłótnią zmęczeni
Przytuleni jak dzieci
Grzecznie w łóżeczku spali
|